Od jednej z moich klientek usłyszałam:
Przez lata byłam tą „ogarniętą” kobietą, która wszystko potrafi, wszystko dowiezie, wszystko udźwignie. Pracowałam, planowałam, zarządzałam, podejmowałam decyzje. I szło mi świetnie. W pracy — zawsze. Tylko że życie to nie projekt a relacja to nie zadanie, które można „odhaczyć”. Tego nauczyłam się późno – trochę za późno. Albo po prostu wtedy, kiedy byłam gotowa. W pracy silna. W domu… już niekoniecznie. Przez lata tkwiłam w przekonaniu, że skoro jestem zaradna, ogarnięta i samodzielna, to właśnie to czyni mnie „wartościową” także w relacji. Aż w końcu zorientowałam się, że ja nie miałam już siły być wciąż „tą mocną”. Dwie silne energie w jednym domu to nie bliskość, to współpraca. Dobre partnerstwo… w firmie. Ale nie w związku. I dopiero kiedy pozwoliłam sobie na to, żeby w relacji nie nosić pancerza, wszystko zaczęło się zmieniać. Nie od razu. Powoli. Po kawałku. Ale zaczęło.
Kobieca energia to nie słabość. To miękkość, która przyciąga bliskość. Często żyjemy w przekonaniu, że delikatność to coś, co można pokazać dopiero „jak już sobie zasłużą”, że wrażliwość to luksus, na który czasem nie ma czasu, że odpuszczanie to strata kontroli. Prawda jest taka, że relacje rodzą się z miękkości, nie z napięcia. Nie z kontroli, tylko z obecności. Nie z „ogarnięcia”, tylko ze spojrzenia w oczy i powiedzenia: „Potrzebuję Cię”. To zdanie dla wielu z nas jest trudniejsze niż poprowadzenie zespołu, niż największy projekt, niż negocjacje warte miliony. Bo biznes nie dotyka serca. Relacja — zawsze.
Jeśli jesteś w relacji, gdzie bliskości już dawno nie ma- zacznij od małych rzeczy.
Stwórz przestrzeń na bycie razem, nie „obok”. Nie chodzi o spektakularne randki. Chodzi o 20 minut bez telefonów, telewizora, myśli o pracy. O zwyczajne: „Jak się dziś czujesz?” I odpowiedź, która nie jest automatyczna.
Odłóż kontrolę chociaż na chwilę. Pozwól mu zatroszczyć się o Ciebie. To nie umniejsza Twojej siły. To pozwala mu w ogóle poczuć się partnerem, a nie kolejną osobą, która ma być „do ogarnięcia”.
Mów o tym, co Cię boli, zanim niewypowiedziane słowa zamienią się mur. Nie w ataku. Nie w pretensjach. Z serca. „Brakuje mi Ciebie” potrafi zmienić relację bardziej niż tysiąc analiz.
Zadbaj o swoją energię. Nie możesz dawać czułości, gdy sama jesteś w permanentnym stresie. Czas dla siebie to nie egoizm. To higiena emocjonalna.
Kobietom samotnym chcę powiedzieć – nie jesteś samotna dlatego, że jesteś za silna. Jesteś samotna, bo za długo musiałaś być silna a zasługujesz na relację, w której nie musisz udowadniać swojej wartości działaniem, efektywnością, odpowiedzialnością. Zasługujesz na mężczyznę, przy którym Twoja kobiecość będzie mogła odpocząć. Na partnera, z którym nie będziesz walczyć o uwagę, tylko dzielić codzienność. Miłość to nie nagroda. To nie coś, co dostaje się „za zasługi”. To przestrzeń, którą tworzysz na dobre i na złe — najpierw w sobie, potem dla drugiej osoby.
Ja podobnie jak moje klientka byłam tam – w sukcesach i w ciszy po nich, w sile i w zmęczeniu tą siłą, w samotności i w nadziei, że jednak coś więcej jest możliwe. Jest. Trzeba tylko pozwolić sobie na to, żeby w relacji być kobietą — nie menedżerką, a wtedy dzieje się coś, czego nie da się osiągnąć strategią, planowaniem ani wysiłkiem – dzieje się bliskość.
Autorką artykułu jest Monika Daczka-Krzywoń

Założycielka Monatelie, pierwszej w Polsce agencji matchmakingowej dla klientów premium. Absolwentka studiów MBA, z pasji matchmakerka. W pracy wykorzystuje wieloletnie doświadczenie zdobyte jako headhunterka. Łączy profesjonalizm, intuicję i empatię, pomagając ludziom sukcesu odnaleźć prawdziwe partnerstwo i bliskość w świecie pełnym pośpiechu. Prywatnie mama dwóch chłopców. Po rozwodzie związała się z nowym partnerem, z którym tworzy szczęśliwy, dojrzały związek.











